– muzyka i obecność –

Muzyki w Broniowie i Ostałówku nie trzeba było przywozić ani specjalnie animować. Ona od dawna tam płynie wartkim strumieniem i zasila gdzieś podskórnie wszystkie inne aktywności i prace. Zarówno Ostałówek, jak i Broniów ma swoich muzykantów. W Ostałówku od lat nieprzerwanie na skrzypkach przygrywa pan Józef Tkaczyk, a zespół śpiewaczek Ostałki jest słynny na całą okolicę. W Broniowie też mają swoje Broniowianki, nieco tylko młodsze stażem. Mają też swoich wiodących instrumentalistów: pana Wiesia Zielonkę i Mirka Bębenka. Ale poza tym oficjalnym działaniem, z którego cała społeczność jest dumna, pełno w każdym kącie muzyki spontanicznej, która tylko czeka na okazję, żeby się ujawnić.

Moje granie w jednym i drugim miejscu nie było spowodowane chęcią zebrania materiału muzycznego, ani próbą nauczenia kogokolwiek gry. To było raczej akompaniowanie i przygrywanie. Obecność nowych skrzypiec w okolicy wytwarzała potrzebę znalezienia okazji, żeby je wykorzystać. Gdy Broniowianki przychodziły z próbą do świetlicy, prosiły o przygranie do przyśpiewek. Panu Zielonce trzeba asystować w wiązance wiejskich walców. „Bierzemy cię do kapeli, trzeba to wykorzystać” – mówi Jacek, instruktor folkloru, który ćwiczy z zespołem z Broniowa nowy materiał i zamierza poprowadzić ich do zwycięstwa w nadchodzącym przeglądzie!

Jest skrzypek, trzeba z nim grać. I już próba wylewa się z sali świetlicy, przenosi się na schodki przed sklepem. Podchodzą Panowie – stali bywalcy, zamawiają nowe melodie – „Zagraj Seweryna Krajewskiego!”. Nie umiem – więc nucą. Nie można nie wykorzystać takiej okazji, jest skrzypek – niech gra. Trzeba grać. Lecą więc żołnierskie piosenki, biesiadne hity, disco polo, wiejskie walce. Pan Zielonka okazuje się doskonałym wodzirejem. Wychodzi przed świetlicę i przejmuje inicjatywę. Kilku panów ujawnia talent bębniarski. Nagle ktoś wyciąga organki. Są śpiewy, czasem tańce. I jesteśmy tak w tym graniu, może nie zawsze na tę samą nutę, ale bardziej dostrajając się cały czas do siebie.

I pojawia się wreszcie pytanie o animację. Czy może być nią już sama obecność? Proste bycie i działanie, które powoduje natychmiastową reakcję zwrotną. Działanie, które nie jest na pewno równe codziennej pracy mieszkańców Broniowa, nie staje się ich najważniejszą aktywnością. Jest w tle, poza obowiązkami. Ale płynie gdzieś pod skórą, pobudza do aktywności. I nic nie zapowiada tego, że może w każdej chwili się spontanicznie ujawnić w jakimś spotkaniu.

„Kiedyś to znałem tyle tych melodii. Teraz to wszystkie wyleciały” – mówi nam na krótkiej próbie skrzypek Józef Tkaczyk z Ostałówka. „Czasem tylko budzę się rano i nagle chodzi mi po głowie, przyczepia się tak, że trzeba zagrać.”

Trzeba grać, no to gramy. Trzeba być, no to jesteśmy.