– kula –

W drodze do Broniowa załapaliśmy gumę… Godziny stania w trzydziestostopniowym upale, przelewający się obok nas sznur samochodów, szukanie kierowcy z kluczem krzyżakiem, wymiana opony i w końcu… burza! Po tym doświadczeniu idea kuli/koła opanowała naszą podświadomość.
Wracamy do Ostałówka i Broniowa, znowu…
Jak zacząć rozmowę, jak zaznaczyć naszą obecność, jak zaangażować ludzi…? Mamy potrzebę twórczego rekonesansu.
Idea kiełkuje gdzieś w nas. Zróbmy coś z niczego! Wykorzystajmy to co tu mamy – przetwarzajmy materiały z wiejskich podwórek! Zróbmy coś, co pozwoli połączyć ludzi, wyrwać ich z codziennych spraw i konfliktów! Stwórzmy to z nimi! Niech to będzie prosta, przejrzysta, bezinteresowna, abstrakcyjna idea!
Odpowiedź nasuwa się sama – zróbmy KULĘ! Ale z czego? Z dętek od kół traktora? Nie, o dętki trudno… Opony! Idealne! Przecież wszędzie ich tu pełno, przecież temat samochodów i szrotowania jest w tym projekcie tak ważny… To jest to!
Idea kuli się narodziła, teraz trzeba było zarazić nią innych. Powoli zaczynamy wprowadzać wątek kuli do naszych rozmów. „To się nie uda…” machają głowami gospodarze, ale jednak kombinują, zastanawiają się nad konstrukcją. Kuli jeszcze nie ma, ale proces myślowy już się toczy.
Trafiamy do Wojtków. Mieszkają po przeciwległych stronach wsi, obaj mają/mieli warsztaty samochodowe. Pytamy, próbujemy tłumaczyć. Dadzą opony, nie ma problemu. Nawet pomogą w konstrukcji. Zbieramy pierwsze dane techniczne (rozmiary opon, średnice itp.). Toczymy opony od jednego Wojtka do drugiego, angażujemy młodych chłopaków z Broniowa. Wspinamy się na wielką górę opon w celu poszukiwania materiału. Chodzimy po uginającej się pod naszym ciężarem, pachnącej gumą stercie, zaglądamy, odrzucamy, ćwiczymy równowagę…
Czas stworzyć kule, realną, wielką, piękną, połyskująca, angażująca uwagę, przykuwającą spojrzenia….
Zaczynają się schody. Opony okazują się za ciężkie… Jak powinna wyglądać konstrukcja? Gdzie powinna mieć punkt ciężkości? Jak połączyć ze sobą poszczególne elementy? Jak nie stracić entuzjazmu?
A może lepiej niech kula pozostanie w naszych głowach jako abstrakcyjna, idealna koncepcja?
Nie poddajemy się, wzywamy wsparcie z Warszawy…
W końcu powstaje kula/walec/kwiecista konstrukcja z opon!
Toczymy ją pod świetlicę, myjemy! Rozpoczynamy wielkie wspólne sprayowanie! Każdy z przechodzących mieszkańców zerka ciekawie, większość coś domalowuje – „do wspólnego dzieła, coś małego, zapraszamy!”.
Wieczorem organizujemy festyn. Ale co z kulą, jak ją wykorzystać? Trochę improwizujemy.
Najważniejsze to ją toczyć! Wychodzimy na drogę z kolorową konstrukcją, młodzi pomagają, toczymy! Mieszkańcy zerkają ciekawie zza płotów, niektórzy nieśmiało się  dołączają.  Wracamy pod świetlicę. Czas na konkursy, ale jakie… Toczenie kuli na czas wokół klombu, pchnięcie kulą na odległość, przejście przez kulę / jej otwory / na czas? Super! Angażują się mężczyźni, także stali bywalcy spod sklepu. Nagroda? Pomoc animacyjna w pracach domowych i gospodarskich!
Festyn super, kula zaistniała, czeka po świetlicą na wspólną decyzję, co dalej…